czwartek, 4 sierpnia 2016

Urodziny.

Dziś są urodziny. Moje urodziny. Znowu... Chyba powinnam się z nich cieszyć, ale... Osobiście wolałabym wymazać ten dzień z każdego kalendarza jaki istnieje.

Nienawidzę swoich urodzin, bo one mi przypominają o wszystkich porażkach, lękach, zmarnowanych latach, poszarpanych nadziejach... To wszystko, czego nie osiągnęłam przez ten czas, a powinnam... Widzę przed sobą przeszłość, którą pragnę zapomnieć, a dzisiaj... A dzisiaj ona wychyla swój obrzydliwy łeb ze zdwojoną siłą nad toń zapomnienia...

Od kilku lat myślę w tym dniu o śmierci - bo w sumie fajnie by wyglądał taki nagrobek, prawda? Narodzić się i umrzeć w tym samym czasie... Bardzo fajne.


Bardzo chciałabym dzisiaj umrzeć...

Raevas nigdy nie rozumiał mojego podejścia. On uważał urodziny za istne święto narodowe, to był najważniejszy dzień roku! Zawsze musiał je jakoś epicko i niebanalnie uczcić, szczególnie moje... jak kiedyś byłam jego Aniołeczką... ledwo co zdążył dać mi prezent na jedne urodziny, a kilka dni po już zabierał się za tworzenie podarunku na przyszły rok... 

Zawsze robił mi coś własnoręcznie. A to rysunek, a to kartkę, a to muzykę, a to wiersz... Jednak jednego roku dał mi coś piękniejszego, bo swoją miłość.

Dwa lata temu zabrał mnie wieczorem na naszą pierwszą randkę. Dwa lata temu! Nie wierzę, że to tak dawno już było... Tak wiele czasu bez niego...

Mało co mówiliśmy, panowała pomiędzy nami cisza, lecz było czuć w powietrzu jak między naszymi duszami iskrzy. Siedzieliśmy do bardzo późna, ja na jego kolanach, on mnie bardzo mocno tulił, a ja byłam najszczęśliwszym kotkiem w całym Wszechświecie... Szeptał mi czułe słowa do uszka czasem...

A potem jakoś tak wyszło, że zapatrzeliśmy się na siebie w ten jeden szczególny sposób... Że aż się pocałowaliśmy w blasku świec. Umarłam na miejscu ze szczęścia...

To był najpiękniejszy pocałunek w całym moim króciutkim życiu... Aż żałuję, że nie było ich więcej, chlip...

Przy urodzinach się ukochaliśmy, przez urodziny się rozstaliśmy...

Pół roku później Raevas znienawidził mnie. Traktował mnie coraz gorzej i gorzej, poniżał, dręczył, męczył.... A ja za karę postanowiłam "zapomnieć" o jego święcie... Chciałam, by mnie zauważył po prostu, że jestem przy nim cały czas... a skoro on kazał mi zniknąć... To zniknęłam na dzień. Wyszła z tego ogromna afera jak nigdy dotąd... Revas pokazał swoją prawdziwą twarz... Ja cierpiałam...

Już nigdy nie byłam jego Aniołeczką.

Jakoś nigdy nie miałam szczęścia do jakikolwiek urodzin, szczególnie własnych. Pamiętam jak byłam w podstawówce to naściemniałam wychowawczyni, że mam urodziny w maju, bo... Bo wtedy można było rozdawać cukierki i ogólnie fajne zabawy były tego dnia, wszystkie dzieci składały życzenia, śpiewały... Masa frajdy dla małej dziewczynki...

A skoro ja miałam urodziny w wakacje, to bym nigdy tego nie doświadczyła... Czułam się gorsza od innych dzieci.

Świętowanie moich urodzin się odbyło, nawet bez cukierków, problem w tym, że wychowawczyni się wygadała mojej mamie i jakoś tak głupio było potem...

Imprezy urodzinowe jako dziewczynka też miałam potem w czerwcu, bo wszystkie moje koleżanki wyjeżdżały na wakacje... Chyba tylko raz czy dwa miałam przyjęcie urodzinowe w faktycznym dniu...

A teraz moje urodziny są coraz bardziej chujowe każdego roku... Nikt o mnie w sumie nie pamięta. Nie jestem jakąś znaną artystką, fani nie walą drzwiami i oknami... Na portalach społecznościowych ukryłam swoją datę, więc powiadomień brak.

A tak bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie chociaż na herbatkę do miasta zabrał... Po prostu ze mną pobył...