sobota, 4 czerwca 2016

Pogorszenie.

Uuuuuch...

Nie mam pojęcia co się ostatnio ze mną dzieje. Mam poczucię, że dosłownie wszystko wali mi się na głowę; że depresja wraca ogromnymi krokami, a ja nie mogę nic z tym zrobić; zupełnie tak, jakby ostatnie miesiące leczenia nigdy nie miały miejsca w moim życiu...

Chowam się w domu, uciekam od ludzi, próbuję rysować; jednocześnie zastanawiając się, co może być powodem mojego obniżonego samopoczucia... Psycholożka prosiła, bym pisała "Dzienniczek Uczuć", który miałby mi pomóc w zauważaniu powodów złego nastroju; nie chce mi się go stricte prowadzić, ale chociaż nauczyłam się autorefleksji nad sobą.
Głowa mi pęka. Znowu boję się pisać, ale spróbujmy stanąć twarzą w twarz ze swoimi lękami.

Możliwe powody:
  • obniżone działanie leków,
  • problemy ze studiami,
  • dieta cukierkowa,
  • beznadziejna relacja z Filozofem,
  • ostatnie boje z Raevasem,
  • nawroty bolesnych wspomnień,
  • sytuacja rodzinna. 
Cała powyższa lista wydaje mi się tak bardzo bezsensowna, że chyba zaraz ją usunę. Ze wstydu. Jestem żałosna...

Leki 

Coraz bardziej powątpiewam w działanie swoim leków. Biorę je regularnie, zgodnie z zaleceniami psychiatry; nie pomijam dawek ani nie eksperymentuję z dawkami; jednakże od miesiąca mam definitywne poczucie coraz gorszego działania medykamentów. Czuję się tak, jakbym ich nie brała; a moje samopoczucie pogarsza się z dnia na dzień...

Teoretycznie powinnam o tym porozmawiać z lekarzem prowadzącym, ale jakoś tak nie mam ochoty; boję się, że ona znowu wyśle mnie do psychiatryka... chyba po prostu spytam się, czy nie powinnam zwiększyć znów dawki. Może to wystarczy. Może po prostu troszkę się udoporniłam...

Studia

Staram się jakoś wrócić na uczelnię; podeszłam do niektórych egzaminów, niektóre przedmioty zdałam, do matury podeszłam jeszcze raz... jednak niezależnie co zrobię w tej sprawie, wydaje mi się ona całkowicie pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Coraz częściej zadaję sobie pytanie:
Po co ja w ogóle chcę iść na te cholerne studia?!
Lubię tutaj odpowiedź Filozofa:
Jeżeli chcesz iść na inny wydział, to po prostu na niego idź.
Przynajmniej on mnie nie męczy rozważaniami typu "a co będzie jeśli...?", za to rodzice są w tym mistrzami.

Mogę na pewno powiedzieć, że bardzo się martwię moimi studiami; tak bardzo chcę zmienić wydział, że chyba, groteskowo rzecz ujmując, chyba się zabiję, jeśli nie uda mi się to w tym roku! Tak bardzo chciałabym, żeby chociaż jedna rzecz w życiu mi się udała; żebym w końcu trafiła na ten wydział i już...

Wyobrażam sobie, jak będę się czuć, gdy otrzymam od Uczelni pozytywną zgodę na mój wniosek - o jaaa, tym razem bym chyba umarła ze szczęścia....

Czekanie na wyniki matur i ciągła tęsknota za nowym wydziałem chyba skutecznie mnie dręczą w podświadomości, ot co...

Słodycze

Gdzieś tam, dawno temu, w jakiejś tam książce wyczytałam, że ponoć słodycze wzmagają depresję i negatywnie wpływają na samopoczucie; szybko dają radosnego "kopa", ale jednocześnie w krótkiej chwili wrzucają do bezdennej studni smutków.

Staram się ograniczać spożycie słodyczy pomimo mojego umiłowania słodkości, ale ostatnio jest mi bardzo trudno zjeść coś normalnego; nie wiem czy to kwestia choroby, niechęci do jedzenia, a może... tego, że u mnie w domu w lodówce PO PROSTU nic nie ma... Moja mama ostatnio totalnie olewa jakiekolwiek zakupy, a ja nie mam żadnych pieniędzy, by takowe zrobić. Odżywiam się nieregularnie, pustkę w żołądku zapycham sztucznym cukrem... nawet dziś, po obejrzeniu światełka w lodówce, zrezygnowana sięgnęłam po ciasteczko. Można się chociaż pocieszyć, że było to ciasteczko pełnoziarniste...

Aczkolwiek ten powód mogę skreślić z mojej listy lekką ręką. Taka dziwaczna dieta zdarza mi się ledwo od tygodnia, a pogorszenie ogólne od ponad miesiąca.

Filozof

Mówi się, że miłość uskrzydla; w moim przypadku to jest odwrotnie. Wychodzi na to, iż po każdym spotkaniu z nim mam jeszcze większą depresję niż wcześniej. Martwię się. Nie wiem, czy to jest moja wina, jego wina, czy może nasza wspólna wina...

Z jednej strony tak bardzo go pragnę, a z drugiej chciałabym się schować przed nim i zapomnieć. Bolą mnie jego niektóre zachowania, ale nie potrafię mu o tym powiedzieć. Czasami się go boję. Czasami robię rzeczy wbrew sobie, by go zadowolić.

Obawiam się, że wpadłam w jakieś błędne kółko i tylko ze strachu nie potrafię go przerwać...

Boję się.... a jednocześnie jestem taka słaba....

Raevas

Pomimo tego, że definitywnie wyrzuciłam już go ze swojego życia, czuję, iż pamięć o nim nadal żyje w mojej podświadomości i mnie dręczy w myślach. Odzyskiwanie sił po toksycznych znajomościach wydaje mi się trudne, ale nie niewykonalne. Chyba... po prostu potrzebuję trochę czasu na oswojenie się z tym wszystkim. Na zrobienie porządków, na odpoczynek. Na zajęcie się sobą, a nie nim.

Ostatnio na forum DepresjaStop wspomniałam cicho o tym wątku - i o dziwo ktoś coś się zainteresował tą historią. Odpisałam w ten sposób...

Ogólnie to zamierzam na bazie tych wszystkich wspomnień napisać książkę, a potem w dziale dedykacji napisać bez ogródek imię i nazwisko jegomościa. Wielkimi literami, oczywiście. 
Może w sumie zacznę już pisać, bo definitywnie już z nim skończyłam. Ostatnio mieliśmy jakiś tam nikły kontakt... wakacje idą. Może się wyżyję na wirtualnym papierze.
I chyba faktycznie tak zrobię. Chcę oczyścić swój umysł, swe myśli, swe życie... A on nie ma odwagi, by o mnie walczyć.

Wspomnienia

One... one po prostu wracają. I gryzą niemiłosiernie. Nawet jak je odganiam, to one wracają - w snach... Czają się w podświadomości i za nic nie chcą dać mi spokoju...

Ech... nie wiem co się z nimi stało. Nie rozumiem, czemu nagle te wszystkie smutne chwile zaczęły o sobie przypominać. Przez tyle tygodni wspomnienia w ogóle mi nie przeszkadzały w egzystencji - a teraz... a teraz one są po prostu wredne!

Nawet idąc po prostu ulicą zdarzają mi się jakieś silne przebłyski z przeszłości, wolne skojarzenia, zawirowania duszy... Jak mam sobie z tym poradzić....?

Rodzina

Nawet nie chce mi się czegokolwiek pisać o moich rodzicach. Raz jest gorzej, raz lepiej, raz ojciec nakrzyczy na mnie, raz mija bez słowa... Raz moja mama wydaje mi się najlepszą przyjaciółką, raz moim wrogiem...

Wszystko w domu wydaje mi się dziwne. Rodzice ostatnio dużo się kłócili, ich towarzystwo ich nuży; wolę zamykać się w pokoju, w samotności, niż z nimi przebywać... Wieczorne siedzenie przed telewizorem denerwuje mnie - ciemne światła, jasny, migoczący ekran telewizora, obrzydliwe chrupanie ojca, głośne dźwięki, nudne rozmowy.... czuję się tak zirytowana, że po prostu ma-sa-kra...

A rodzice potem są niezadowoleni, że od nich uciekam i robią mi z tego powodu wyrzuty, które wcale mi nie pomagają.

Ech...

I cóż czynić, i cóż czynić....